Zabawki dla dużych chłopców
Zabawki dla dużych chłopców
Przez wiele lat nosił się z pomysłem, w końcu przystąpił do dzieła. Wymontował silnik ze starego malucha, dokupił trochę części i ostro wziął się do roboty. Po dwóch miesiącach z warsztatu wyjechało cacko pierwsza klasa. Razem z bratem i kolegą pracują w pocie czoła nad kolejnymi modelami, które na cześć konstruktora nazywane będą „orlusami”.
– To było moje największe marzenie – mówi Janusz Orłowski, zamojski mechanik i konstruktor orlusów. – Na początku zrobiłem druciany model w skali 1:10, po drobnych korektach zacząłem składać pojazd. Buggy to typ lekkiego samochodu rekreacyjnego. Wyposażony jest w duże koła z grubymi oponami, wytrzymałe zawieszenie, otwarte nadwozie oraz odsłonięty silnik z tyłu.
Silnik z malucha
Pierwszy pojazd powstał dwa lata temu. Pan Janusz pracował nad nim z bratem Wojciechem. To był jednoosobowy quad w kolorze moro.
– Jego charakterystyczną cechą była tak zwana klatka bezpieczeństwa – opowiada pan Janusz. – Nawet gdyby pojazd się wywrócił, nikomu nic by się nie stało. Wszędowłaz idealnie przeszedł testy. Świetnie sprawdzał się podczas jazdy i po wertepach, i na torach crossowych. Orłowski poszedł za ciosem i w zeszłym roku zbudował kolejne cacko.
– Silnik wykręciłem z fiata 126p, koła z dwunastocalowymi oponami pochodzą z największego quada, zawieszenie też jest z malucha, amortyzatory przednie z motocykla, tylnie z samochodu osobowego. Do budowy wykorzystałem maglownicę samochodową.
Na własny rachunek
Nadwozie z pospawanych rur zrobił według własnego pomysłu. Dodał trochę bajerów w postaci m.in. lamp, lusterek i tuningowej kierownicy. Autko, które ma cztery biegi i wsteczny, jest bardzo zwrotne.
– Zawieszenia są niezależne, każde koło pracuje na własny rachunek – wskazuje konstruktor. I wie, co mówi, bo jego żółte buggy bez zarzutu przeszło chrzest bojowy. – Jestem bardzo zadowolony, wstępne próby wypadły pomyślnie. Dwuosobowy pojazd waży około 300 kilogramów. Zbiornik na paliwo ma tylko 7 litrów pojemności. Ale to pozwala na przejechanie po bezdrożach nawet 100 kilometrów.
– Jestem pewny, że na asfaltowym torze wyciągnąłbym przynajmniej 140/godz., ale prędkość nie jest tu najważniejsza – zaznacza pan Janusz. – Nie zobaczymy tego pojazdu na drodze publicznej, bo nie jest dopuszczony do ruchu.
Trzy kolory: czerwony
Ale niewykluczone, że najmłodsze dziecko konstruktora sprawdzać się będzie nie tylko na specjalnie wydzielonych torach motocrossowych, w lesie i na bezdrożach. – Będziemy dążyli do jego zarejestrowania – mówi Dariusz Michalski, który w zeszłym roku dołączył do Orlus Teamu. Na co dzień prowadzi warsztat samochodowy przy ul. Dzieci Zamojszczyzny.
– Dołączyłem do zespołu, bo jestem perfekcjonalistą. Tutaj powstaje naprawdę porządny sprzęt. Dopieszczamy każdy szczegół.
Po orlusach w kolorze moro i żółtym przyszedł czas na czerwony. Trzej przyjaciele z warsztatu pracują nad dwuosobowym pojazdem od jesieni.
– Składamy autko na nowiutkich podzespołach – mówi Wojciech Orłowski. Amortyzatory, opony, szczęki hamulcowe czy cylinderki pachną halą produkcyjną. – To doskonalsza wersja „żółtego” modelu – opowiada konstruktor. – Dzięki stuningowanemu silnikowi będzie miał większą moc, około 40 koni mechanicznych – dodaje Michalski. – Wyposażony zostanie w fotele kubełkowe z czteropunktowymi pasami jak w samolocie albo samochodzie rajdowym. Dziś albo jutro panowie zamontują silnik i zaczną pracować nad kosmetyką, czyli zakładaniem oświetlenia, kierunkowskazów, lusterek, logo itp. Najnowszy orlus powinien wyjechać z warsztatu za trzy tygodnie.
Powrót do przeszłości
Orlus Team nie zasypia tymczasem gruszek w popiele i szykuje kolejny pojazd. To będzie powrót do pierwszego modelu. Podobnie jak poprzednie, tak i ten pojazd wyposażony zostanie w silnik z malucha, ale podobnie jak „czerwony” wykonany zostanie z nowych podzespołów. Rama będzie wzmocniona, zainstalowane zostaną lampy zespolone. – Widzę, że nasza praca ma sens – mówi Dariusz Michalski.
– To jest zabawka dla dużych chłopców, a któż z nas nie chciałby zrealizować marzeń z dzieciństwa? O zamojskich zapaleńcach z uznaniem wypowiada się m.in. szef Automobilklubu Chełmskiego. – Jestem pełen szacunku dla tych panów, młodzież może brać z nich przykład – mówi Grzegorz Gorczyca. – To znakomite cacka i na pewno są lepszej jakości od pojazdów wyprodukowanych seryjnie w chińskich fabrykach. Jazda na quadach to doskonały sposób na spędzenie wolnego czasu i rozwijanie swoich zainteresowań.
Dzisiaj do Zamościa przyjeżdża ekipa TVN TURBO, która nakręci program o orlusach i Orlus Teamie.
W sam raz na plażę
Pojazdy buggy zostały zaprojektowane i na początku służyły do jazdy po wydmach na plażach i pustyniach. Miały zapewnić jak największą wygodę podczas jazdy. Obecnie są używane m.in. w pustynnych wyścigach lub wyścigach po torze we wnętrzu budynku. Niektóre modele są zbudowane specjalnie do jazdy po zwykłej drodze. W Polsce za quada Made in China trzeba zapłacić około 20 tys. złotych. Pojazdy wykonane przez krajowych fachowców są znacznie droższe. Orlusy cieszą się ogromną popularnością. Na zdjęciu: konstruktor pojazdów Janusz Orłowski ze wspólnikami, czyli bratem Wojciechem i Dariuszem Michalskim


Delicious
Digg
Facebook
Google
Technorati